15 marca 2013

Anna Karenina - recenzja

Podstawowe informacje
Gatunek dramat, kostiumowy
Produkcja Wielka Brytania
Reżyseria Joe Wright
Scenariusz Tom Stoppard
Czas trwania 130 minut
Główne role
Keira Knightley
Jude Law
Aaron Taylor-Johnson
Kelly Macdonald
Do nowej "Anny Kareniny" zabierałam się już od jakiegoś czasu i nigdy nie wychodziło. Co prawda adaptacji tej powieści było już tyle (gorszych i lepszych), że wydawałoby się, iż Joe Wright nie może wnieść już do filmu nic nowego, jednak mimo wszystko mu się to udało. Jaka jest moja opinia? Cóż, zaraz się przekonacie.
Do filmu podeszłam z dużą dozą optymizmu mimo, że czytałam książkę i wiem, jakich rozmiarów przedsięwzięcie stawia sobie reżyser próbując upchnąć tak bogatą i skomplikowaną powieść w dwie godziny akcji. Lubię filmy kostiumowe, zaś Keira Knightly urzekła mnie swoją rolą w "Dumie i uprzedzeniu", więc pomyślałam, że "Anna Karenina" zdecydowanie będzie dobrą pozycją. Niestety - już pierwsze minuty filmu były trudne do zniesienia i niewiele dalszych scen ratowało całość.
Koncepcja zapakowania całej akcji na deski teatru i zrobienia z "Anny..." czegoś na kształt przedstawienia (podobny zabieg jak w Chicago) było pomysłem tak chybionym, jak to tylko możliwe. Nie wiem, może kto inny byłby w stanie temu podołać, niestety jednak w wykonaniu Wrighta sceny robiły się komiczne w miejscach, w których powinny być tragiczne. Tak, wiem, reżyser próbował oddać jakoś teatralność i odrealnienie życia Anny, jednak poniósł przy tym sromotną klęskę. Cały film jest niestety zrobiony tak, by był raczej ładny, niż faktycznie cokolwiek pokazywał, dlatego niemal nie widać przemiany tytułowej bohaterki z orędowniczki stereotypowego modelu rodziny, wierzącej w moc ciepła domowego ogniska w kobietę zdesperowaną i przeklętą miłością, która każe jej zdeptać wszystko to, co kochała i w co wierzyła. Dobrze, stroje były ładne, nawet wpadł za to Oskar. Niestety jednak nie na samych kieckach film powinien się opierać i "Anna Karenina" jest tego świetnym przykładem.
Keira Knightly ewidentnie nie czytała powieści, a jeśli jednak, to nie zrozumiała w ogóle postaci, którą miała odgrywać. Anna była dojrzałą kobietą pełną wdzięku, klasy i uroku, zaś Keira w tej roli przypominała raczej rozkapryszonego podlotka, który potrafi jedynie ładnie wyglądać. Wroński był mdły i bez wyrazu, jego blond loczki i doklejone wąsiki upodabniały go raczej do porcelanowej lalki niż żołneirza. Zupełnie nie przypominał mężczyzny, który zdolny by był wzbudzić w Annie uczucia, które zmusiły ją do porzucenia wszystkiego, co kochała i było jej drogie. Para grająca główne skrzypce położyła swoje role na całej linii i nie wiem, co musiałoby się stać, by film był jeszcze do odratowania.
Drugi wątek, czyli historia Lewina i Kitty został potraktowany nieco po macoszemu. W najmniejszym stopniu nie zostało pokazane dorastanie Kitty do roli żony i matki. Do końca pozostała uroczą trzpiotką, która do wiejskiego domu Lewina pasowała jak pięść do nosa. Sam Lewin nieco ratuje sytuację - odgrywający go Domhnall Gleeson zdecydowanie sprawdził się w roli idealisty zafascynowanego Zachodem i pięknem rosyjskiej wsi. Do tego dokłada się jeszcze fenomenalna rola Jude Law'a wcielającego się w rolę Karenina. Bardzo dobrze udało mu się wydobyć głębię tej postaci oraz powściągliwość genialnego polityka, który próbuje poradzić sobie z bólem i hańbą, jaką niesie za sobą odejście od niego Anny.
Przy dzisiejszych technikach komputerowych i możliwościach efektów specjalnych odtworzenie dawnego Petersburga i Moskwy nie powinno nastręczać problemów. Dlatego między innymi liczyłam na jakieś ładne widoki i klimat, jednak na tym polu "Anna..." również przedstawia obraz nędzy i rozpaczy. Wnętrza były słabo zrobione, a "zewnętrza" ograniczały się tylko do stacji kolejowych i koszenia zboża. No naprawdę, żal się człowiekowi robi, jak widzi coś takiego.
Podsumowanie
Lewin i Karenin są właściwie dwoma filarami, które jakoś podtrzymują cały film. Niestety jednak (co łatwo można wywnioskować z całej mojej recenzji) jest to zdecydowanie za mało, by film nie tylko można było uznać za przyjemny, ale w ogóle dał się oglądać. Niestety, pieniądze wyrzucone w błoto i tyle. Nie polecam, wręcz odradzam. "Anna Karenina" w wykonaniu Wrighta to kompletne marnotrawstwo środków i czasu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz