7 czerwca 2013

Evoland - recenzja

Podstawowe informacje
RodzajRPG / przygodowa
Rok wydania2013
Czas gry4-6 h
PlatformaWindows, Mac OS
Trybjednoosobowa
Przyjemnie jest powspominać swoje dzieciństwo. Posłuchać piosenek, które łączymy z dobrymi wspomnieniami, ponownie obejrzeć filmy z dawnych lat. Czasem wystarczy nam jedynie zerknąć na stare zdjęcie czy pamiątki, by przywołać echo dawnych lat. Evoland został stworzony po to, by pogrążyć Cię na dobre w uczuciu nostalgii, przywołując kolejne elementy znanych gier, które już dawno weszły w kanon absolutnej klasyki. The Legend of Zelda, Final Fantasy, Diablo - to tylko tytuły, do których odniesienia pojawiają się najczęściej i są najwyraźniejsze, ale na pewno znajdziesz też inne. Jednak aluzje do genialnych gier dawnych lat to trochę zbyt mało, by Evoland można było traktować jak samodzielną grę. Bardziej zaostrza ona apetyt i skłania do odkopania na półkach starych płyt, niż faktycznego zachwytu nad grą.

Główny koncept Evolandu, czyli ukazanie dynamicznej ewolucji gier na przestrzeni lat, udał się naprawdę dobrze. Otwierając kolejne skrzynki widzimy, jak otaczający świat zmienia się na naszych oczach. Od prostego, dwuwymiarowego widoku złożonego z monochromatycznych pikseli, który przypomina obraz najwcześniejszych konsoli, przez coraz większą gamę kolorów, lepszy dźwięk, dodanie elementów otoczenia, bardziej realistyczne oświetlenie oraz inne, dochodzimy w końcu do finalnej wersji, podobnej wizualnie do współczesnych gier. Widzimy następujące po sobie rewolucje w świecie konsol i przyznam szczerze, że naprawdę pozwala to docenić wpływ nawet takich drobiazgów, jak minimapa czy pasek zdrowia na przebieg gry.
Evoland wydaje się miejscami nieco niezbalansowany i jest to zapewne spowodowane tym, że autorzy chcieli wepchnąć w jeden worek tyle aluzji do gier o różnej mechanice, ile się tylko dało. Na początku mamy błądzących tu i tam przeciwników, których Clink (tak, to ubrany na zielono blondyn z mieczem) musi się pozbyć, mamy też losowo generowane spotkania na mapie podróży, podczas których walczymy turowo, co zazwyczaj polega na klikaniu enter tak długo, aż bohaterowie położą wszystkich przeciwników. No dobrze, czasem Kaeris (jeśli imię Ci kogoś przypomina, to bez grania znasz już fabułę) musi kogoś wyleczyć. W dalszej części rozgrywki napotkamy też stada potworów prosto z Diablo, z których wypadają losowe przedmioty i złoto.
W tym miejscu warto się zastanowić, co właściwie sprawia, że gramy w stare gry. Zastosowane w nich rozwiązania i cała grafika wydają się po prostu śmieszne przy dzisiejszym rozwoju tej dziedziny. Do tego fabułę znamy na wylot. Wydaje się, że sentyment to trochę za mało, prawda? Prawda. Stare klasyki nadrabiały każdą swoją wadę fabułą. Były tam świetnie zrobione postacie mające własny charakter i własne cele, była historia, która naprawdę trafiała właśnie tam, prosto do serca, były momenty, które zostawiały nas z otwartymi ustami i łzami w oczach, albo takie, że mieliśmy ochotę cisnąć padem przez okno. Nie było tak? Było. To właśnie można sobie bardzo dobitnie, niemal boleśnie uświadomić, podczas gry w Evoland. Ponieważ tam cała fabuła jest czymś między kalką a kolażem stworzonym ze ścinków innych gier. Niestety ta warstwa nie wyszła tak dobrze, jak podróż przez historię i w efekcie otrzymaliśmy grę składającą się z trzech elementów: hack&slash, eksploracja mapy i rozwiązywanie prostych łamigłówek. A tak, jest jeszcze statek powietrzny (oczywiście, że jest).
Kilka godzin i po graniu, jednak nie da się powiedzieć, by gra była zbyt krótka. Evoland nie ma duszy, znaku szczególnego gier, do których nawiązuje i gdyby się głębiej zastanowić, podstawą jest głównie przechodzenie od aluzji do aluzji, od zmiany do zmiany. Da się stworzyć grę będącą hołdem dla klasyki i jednocześnie żyjącą własnym życiem. Evoland to gra, w którą można zagrać raz, powspominać i pokiwać głową nad ciekawym konceptem ewolucji na ekranie, jednak niewiele więcej. Na pewno gra ta nie jest najciekawsza dla młodszych graczy, którzy nie mieli styczności z klasykami, zaś dla starszych może się okazać strzałem w dziesiątkę albo przykrym rozczarowaniem, zależy to chyba od charakteru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz