30 sierpnia 2013

To the Moon - recenzja

Podstawowe informacje
Rodzajprzygodowa
Rok wydania2011 (2013 PL)
Czas gry4-6 h
PlatformaPC
Trybjednoosobowa
To the Moon opiera się na ciekawym założeniu. Otóż w tym świecie naukowcom udało się opracować aparaturę umożliwiającą zmianę wspomnień, jednak zmienić je można tylko wtedy, gdy pacjent jest już umierający. Inaczej spowoduje to konflikt z rzeczywistością. W ten sposób powstała specjalna usługa umożliwiająca spełnić wszystkie marzenia ludzi i pozwolić im umrzeć w spokoju. Gra rozpoczyna się, gdy dwójka naukowców: Eva Rosalene oraz Neil Watts, przybywają do domu Johnny'ego. To starszy mężczyzna, który marzy o tym, by dostać się na Księżyc. Ale to jeszcze nic. Bohaterowie wkraczają we wspomnienia mężczyzny i starają się je zmodyfikować, jednocześnie wraz z graczem zagłębiają się coraz bardziej w tragiczną historię Johnny'ego, jego miłość i to, co stało się w jego dzieciństwie. W miarę jak wszystko się rozwija, fabuła staje się coraz bardziej splątana i mroczna, by ujawnić w końcu przyczynę losu Johnny'ego.
To the Moon jest przykładem gry, w której fabuła po prostu miażdży i pozwala całkowicie zapomnieć o nieskomplikowanej grafice w stylu 16-bitów, schematycznych zadaniach na każdym poziomie i wyłącznie tekstowych dialogach. Jakiekolwiek tego typu dodatki nie są potrzebne, gdy wszystko opiera się tylko i wyłącznie na opowiadanej historii.
Z początku science-fiction przechodzimy wprost do bardzo ludzkiej i autentycznej historii, dla której odpowiednika próżno szukać w obecnym rynku gier. "Jak wyglądałoby moje życie, gdybym dokonał innych wyborów?". Od tego momentu dwójka naukowców toruje sobie drogę wśród wspomnień Johnny'ego, starając się zaszczepić w nich chęć wyprawy na księżyc. Każdy kolejny skok zabiera ich wstecz wspomnień pacjenta. Z każdym kolejnym życie Johnny'ego coraz bardziej się rozwija i pojawiają się kolejne tajemnice, które zaczynają nawet zagrażać misji naukowców. Bo Johnny tak naprawdę nie wie, dlaczego chce polecieć na Księżyc. On po prostu chce. Z tej zagadki rodzą się kolejne, a wiele z nich w jakiś sposób łączy się z żoną Johnny'ego, River, której nienazwana w grze choroba prowadzi do coraz większego skomplikowania relacji.
Rozwój historii na pewno śledziłoby się znacznie przyjemniej, gdyby właśnie nie owa dwójka badaczy, która towarzyszy nam przez cały czas. Mieli oni chyba swoim zachowaniem stanowić przeciwwagę do często przygnębiających wydarzeń, niestety przeciwwaga ta była bardzo źle dobrana. Ich z założenia humorystyczne wypowiedzi wypadały raczej kiepsko, poza tym był to humor z najniższej możliwej półki. Wydaje się, że para nie robi niczego, poza dogryzaniem sobie nawzajem w najbardziej niewybredny sposób. Zamiast przeciwwagi dostajemy psujący wiele kontrast - jakby do pięknego, lukrowanego tortu ktoś dorzucił sporą łyżkę musztardy. Trudno się gra we wzruszającą grę, gdy na pokładzie cały czas siedzą dwa pozbawione podstawowej wrażliwości buce.
I kilka słów o soundtracku. Jest on przykładem wspaniałego dopełnienia klimatu - przez praktycznie wszystkie wspomnienia przewija się wiele razy zmieniany temat muzyczny będący melodią związaną z River. Jest prosty, mimo to nie nudzi się. Ma swoje wersje od smutnej i melancholijnej, przez nieco niepokojącą i jedną dosyć wesołą. Przewija się on przez całe życie Johnny'ego, tak samo, jak i przewijała się przez nie River.

Podsumowanie

Jeśli narzekasz na stan gier w dzisiejszych czasach i coraz większy nacisk na efekty kosztem fabuły, to To the Moon jest pozycją specjalnie dla Ciebie. Może ma pewne niedociągnięcie w postaci dwójki naukowców, jednak pozostałe dialogi, wydarzenia i historia zdecydowanie przysłaniają jakiekolwiek złe wrażenie. Jeśli chcesz zmienić wspomnienia Johnny'ego, weź paczkę chusteczek i lećcie razem na Księżyc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz