2 października 2013

Amnesia: A Machine for Pigs - recenzja

Podstawowe informacje
Rodzajsurvival horror
Rok wydania2013
Czas gry8-15 h
PlatformaPC
Trybjednoosobowa
Trzy lata temu gracze powitali na rynku pierwszą część z serii gier Amnesia i praktycznie od razu zajęła ona wysokie miejsce między innymi grami z serii "najstraszniejsze ze strasznych". Niesamowita atmosfera opuszczonego zamku i nienazwana groza podążająca krok w krok za bohaterem, do tego jeszcze tragiczna historia Daniela - wszystko to sprawiło, że trudno było o inne niż pochlebne opinie o grze. Frictional Games (znane z serii Penumbra) dało wtedy pokaz kunsztu i doświadczenia w dziedzinie urzeczywistniania najgorszych ludzkich lęków. Tym razem główny ster nad nową Amnesią przejęło inne studio, Chinese Room, i wprowadziło trochę zmian. Czy na lepsze?
Jak poprzednio, budzimy się nie pamiętając kim jesteśmy i co właściwie tutaj robimy. To znaczy - co robimy w sypialni z łóżkiem otoczonym żelazną klatką. Po co klatka? I po co te malowane, świńskie głowy? Na te pytania znajdziemy odpowiedź później, w miarę jak nasz główny bohater będzie natrafiał na kolejne notatki i kartki z dziennika rozrzucone po lokacjach tak, jak miało to miejsce w poprzedniej części. Pierwszą zmianą, która rzuca się w oczy jest brak ekwipunku i co za tym idzie - brak krzesiw czy oliwy do latarni. Lampy i inne źródła światła zapalają się po dotknięciu, a latarni nie trzeba uzupełniać i martwić się wciąż, że jest w niej mało oliwy. Nie ma również limitu poczytalności ani utraty w wyniku patrzenia na potwory czy przebywania w ciemności. Nie ma zdrowia, jednak Mandus (nasz protagonista) może zginąć.
Brak ekwipunku i krzesiw do szukania z jednej strony ułatwia rozgrywkę. Nie musimy się martwić już o witalne zasoby, które łatwo wyczerpać. Z drugiej jednak strony sprawia to, że nie ma potrzeby zbyt dokładnego przeszukiwania pomieszczeń i łatwo coś przeoczyć. Zmusza to również twórców gry do tworzenia nieco mniej skomplikowanych łamigłówek. W tej części polegają one głównie na kręceniu zaworami i przesuwaniu dźwigni, a nie zbieraniu odpowiednich przedmiotów, łączeniu ich ze sobą w ekwipunku i użyciu na odpowiednich elementach otoczenia. Tak, łamigłówki są prostsze i znacznie mniej urozmaicone, niż wcześniej. Osobiście poczytuję to za minus.
Snujące się tu i tam potwory są głównym zagrożeniem dla Mandusa, jednak nie można oprzeć się wrażeniu, że gra nieco ociąga się z postawieniem Cię w naprawdę krytycznej sytuacji. Często można spotkać jedną z obrzydliwych, humanoidalnych świń znikającą za rogiem, albo podążającą gdzieś prostopadłym korytarzem, rzadko jednak potwory naprawdę przemierzają lokacje i trzeba się przed nimi kryć. Niweluje to uczucie nieustannego zagrożenia, które towarzyszyło nam w pierwszej części i które często bywało powodem, dla którego gracze zwyczajnie nie kończyli gry. Potworów jest też dużo i paradoksalnie ta ich mnogość sprawia, że wcale nie są takie straszne. Są również w grze miejsca, gdzie można je bezpiecznie obserwować przez właściwie dowolnie długi czas, co jeszcze dodatkowo pozwala się z nimi oswoić.
Zdaje się, że wszystkie te elementy miały na celu pozwolenie graczowi skupić się bardziej na samej fabule. W moim przypadku efekt ten nie był skuteczny. Bez względu na trudność gry zapewne w ten sam sposób zwracałabym uwagę na fabułę, a tu jeszcze do tego The Chinese Room ucięło trochę elementów. Sama postać Mandusa niestety nie wzbudziła u mnie tak dużej sympatii, jak Daniel, mniej też było powiedziane na temat przeszłości i podróży. Zupełnie tak, jakby Mandus wziął trochę swój pomysł z niczego. Jakby jedyną motywacją były jego myśli i prawie nic nadnaturalnego. Troszkę szkoda, że nie zostało to pogłębione.
Skupiłam się głównie na minusach, ale Amnesia ma też sporo plusów. W porównaniu do jedynki, lokacje są większe i znacznie łatwiej jest się w nich zgubić. Często też trzeba zawracać i sprawdzać wiele rzeczy po kilka razy, ponieważ np. wykonujemy jakąś czynności w jednym miejscu, a jej efekt (lub jego brak) widać w innym. Do tego środek gry jest miłą niespodzianką, ponieważ docieramy do lokacji, która wydaje się finalna. Nawet muzyka to mówi. A tu niespodzianka, jeszcze połowa gry przed nami.

Podsumowanie

W porównaniu do pierwszej części, Machine for Pigs wypada raczej blado. Poprzez usunięcie ekwipunku i poczytalności Chinese Room samo związało sobie ręce w kwestii zagadek, co więcej łatwo odnieść wrażenie, że twórcy nie brali graczy na poważnie i nie stworzyli niczego trudnego. Weterani poprzednich Amnesii mogą czuć lekki niedosyt, ale nie oznacza to wcale, że gra jest kiepska. Machine for Pigs to nadal bardzo dobry tytuł, w który warto zagrać, jeśli chcesz intrygującej fabuły zaprawionej grozą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz