26 grudnia 2014

Republic of Rome - recenzja

Podstawowe informacje
Liczba graczy3-6 (są też zasady na 1 i 2)
Wiek16+
Czas gry3h - dni (+15 minut rozkładania)
Wydawca(1990) Avalon Hill, Jeux Descartes, (2009) Valley Games
ProjektantDon Greenwood, Richard Berthold, Robert Haines
Cenaok. 230 zł
Rokoryginalnie 1990,
nowe wydanie 2009
Pierwszym, co musisz wiedzieć o Rome to to, że jest to w moim odczuciu najlepsza planszówka, w jaką kiedykolwiek zdarzyło mi się grać, a można powiedzieć, że gram dość sporo. W większości planszówek zawsze znajdzie się coś, co można by było poprawić lub dodać, wprowadza się też czasem jakieś home rule, żeby zbalansować niedociągnięcia. Tutaj tak nie jest, każdy element ma swój cel, a wszystko składa się w bardzo spójną i logiczną całość, dając bardzo szerokie pole do manewrów.

Wykonanie

W dość ciężkim pudełku dostajemy kilka zestawów kart, małe pudełka skarbców frakcji do złożenia oraz istne zatrzęsienie najróżniejszych żetonów oznaczających popularność, wpływy, pieniądze, numery legionów i flot, a także mnóstwo innych rzeczy. Do tego jest jeszcze twarda, rozkładana plansza. Całość utrzymana jest w jednolitej szacie graficznej, zaś kolory brzegów kart sprawiają, że łatwo oddzielić od siebie poszczególne zestawy. Całość jest wykonana z porządnego materiału i bardzo dobrze przemyślana. Rome szybko się rozkłada, nie potrzebuje też nie wiadomo ile miejsca (Horror w Arkham, Talizman). Składanie też nie jest trudne, wszystkie elementy do siebie pasują nawet po złożeniu tych małych pudełeczek na skarbce frakcji. Ponieważ kart nie trzeba zbyt intensywnie tasować, można się spokojnie obyć bez koszulek, nie powinny się raczej zniszczyć.

Fabuła

Gracze wcielają się w role rzymskich senatorów w różnych okresach trwania Republiki, starając się nie dopuścić do upadku państwa i jednocześnie próbując ugrać jak najwięcej dla siebie. Jest to gra polityczna, w której większość rzeczy zależy od tego, jak potoczą się obrady senatu i jak gracze się między sobą dogadają. Senatorzy muszą w porę odpowiadać na zagrożenia militarne z zewnątrz, radzić sobie z problemami wewnętrznymi, a także nie dopuścić do tego, by lud Rzymu obrócił się przeciwko nim. Każdy z okresów Republiki rozgrywa się zazwyczaj jako osobne posiedzenie (gra jest długa, 3h to niezwykle optymistyczne założenie), każdy z owych okresów charakteryzuje się też czym innym. Wczesny jest obfity w wojny, kiedy to Rzym nie podporządkował sobie jeszcze w pełni basenu Morza Śródziemnego. Dla odmiany późny okres stawia na wyrafinowaną walkę polityczną, zmiany praw, jest też realna możliwość zwrócenia się przeciwko Rzymowi z armią i osiągnięcia zwycięstwa w ten sposób. W senacie można paść trupem z ręki wytrawnego zabójcy, można przekupić senatora z przeciwnej frakcji lub próbować go uwieść. Trzeba zajmować się podległymi prowincjami, do tego rekrutować swoich popleczników i nie dać się złapać na gorącym uczynku cenzorowi, bo może się to skończyć procesem. No chyba, że z cenzorem da się jakoś umówić...

Mechanika

Mechanika Rome składa się na z bardzo wielu elementów, każda tura ma też kilka faz, jednak opanowanie tego nie stanowi zbyt dużego wyzwania. Pierwsza rozgrywka może być nieco wyboista, ale kiedy człowiek już się zaznajomi, wszystko idzie gładko. Do gry dołączonych jest kilka plansz z rozpiską, co trzeba robić w każdej fazie, także każdy z graczy może tam sam zerknąć.
Ale zacznijmy od początku. Rozgrywka zaczyna się od wylosowania startowych kart senatorów. Każdy z nich ma statystyki, które określają, jak dobrze dowodzi armią, jak sprawdza się jako mówca i jak bardzo jest nieprzekupny. Gracze dostają też nieco pieniędzy i na dobrą sprawę można zaczynać.
Tura składa się z siedmiu faz, w większości są one jednak bardzo krótkie. Na początku losuje się jeden żeton determinujący to, czy któryś z senatorów nie umarł w trakcie swojej kadencji, w kolejnej fazie przyznaje się dochody i rozlicza skarb państwa, jeśli na utrzymaniu są jakieś wojska. Następnie jest faza forum - wtedy można spróbować zaciągnąć w swe szeregi ekwitę (to nie jest senator, po prostu można turlać lub kupić żeton zwiększający wpływy), można spróbować przekupić cudzego lub niezależnego senatora, dokonać zmiany lidera grupy itp. W tej fazie należy też rzucić kostką na zdarzenie losowe w rodzaju suszy, intensywnych sztormów lub zarazy, ale spokojnie, nie wszystkie wydarzenia są złe. Po fazie forum mamy fazę ludu, w której rozpatruje się wzrost lub spadek niepokojów wśród Rzymian, spowodowany właśnie suszami bądź trwającymi wojnami. Nadmierny wzrost niepokoju może doprowadzić do przegrania całej gry, gdy gniewni obywatele rozprawią się z nieudolnym senatem, więc trzeba uważać.
Kolejnym etapem jest właściwie serce całej gry, czyli faza senatu, podczas której należy rozdzielić stanowiska, koncesje i prowincje między graczy, zająć się bieżącymi sprawami państwa, rozgrywa się też pozwy sądowe. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że umowy między graczami są wiążące, jeśli były słyszane przez pozostałych senatorów. Dlatego nie można się z nich nie wywiązać - tak jest napisane w zasadach i kropka. Po fazie senatu następuje rozgrywanie ewentualnych wojen, buntu (realny tylko w późnej Republice, we wczesnej nikogo nie stać na buntowanie się) oraz wymiana kart między graczami. I tyle, zaczynamy od początku.
Pełne omówienie zasad nieco mija się z celem (poza tym od czego jest instrukcja, dostępna łatwo w serwisie BoardGameGeek), dlatego powiem pokrótce o moich odczuciach odnośnie nich. Po pierwsze są bardzo zbalansowane. Wygrać można posiadając senatora o odpowiednio wysokiej popularności, popularność zdobyć zaś można dzięki wojnom (na których senator może zginąć). Opłaca się inwestować w jednego senatora, z drugiej jednak strony nikt nie wybierze na konsula nikogo nadmiernie popularnego, by uniemożliwić mu wygraną, także im lepszy senator, tym trudniej. Dobrze jest mieć bogatego senatora, jednak może on umrzeć z przyczyn naturalnych bądź w wyniku zarazy, wtedy tracimy wszystkie pieniądze. Publiczne stanowisko to marzenie każdego senatora, ale po zakończeniu kadencji możemy spotkać się z cenzorem na rozprawie. Koncesje są świetnym źródłem pieniędzy, jednak mamy potem brudne ręce (cenzor czyha). Generalnie każda akcja pociąga za sobą jakieś ryzyko i możliwość strat, należy jednak pamiętać, że fortes fortuna adiuvat. Do tego nie można sobie nawzajem robić wbrew za dużo, bo trzeba jakoś utrzymać Rzym w dobrej kondycji. Generalnie cała rozgrywka to istny taniec na linie, kiedy każdy z graczy balansuje na cienkiej granicy przesadzenia w którąś stronę.
Gra ma średni stopień losowości. W dużej mierze bierze się on z kart - sama miałam kiedyś przypadek, kiedy weszły nam po kolei wszystkie wojny punickie i Hannibal (kto to tasował?), dzięki czemu mieliśmy najbardziej emocjonującą, ale i zgodną rozgrywkę, kiedy wszystkie frakcje zrzuciły się zgodnie do skarbca Rzymu, powołaliśmy całą możliwą armię i cudem rozbiliśmy Kartagińczyków. Ważnym elementem jest też psychika graczy, którzy nie zawsze reagują adekwatnie do zdarzeń. Grałam raz z kumplem, który był znany z koszenia przeciwników w każdej możliwej grze. Gracze przy stole byli tego świadomi, więc nie daliśmy mu żadnej możliwości wykazania się. Na końcu wygrała dziewczyna, która niewiele się odzywała, bo grała pierwszy raz i nikt nie brał jej na poważnie.

Role play?

Gra jest klimatyczna. Jest na tyle klimatyczna i jest taki typ interakcji między graczami, że aż prosi się o odgrywanie tych senatorów. Nie mówię, że do Rome trzeba siadać w togach obramowanych purpurą, ale całość dużo bardziej wciąga, gdy współgracze stawiają również na odgrywanie. Poza tym takie rozgrywki również lepiej się pamięta. Sama mam jedną historię, kiedy to postanowiliśmy uchwalić triumf dla wracającego zwycięsko wodza, a potem rozgorzała dyskusja, czy wsławił się na tyle, by był to triumphus curulis czy zasługiwał jedynie na ovatio. Nie miało to absolutnie żadnego wpływu na rozgrywkę (zdecydowaliśmy się w końcu na triumphus curulis), ale do tej pory nie zapomnę, jak świetnie wydarzenia te opisał konsul i jak w następnych latach trwania Republiki co rusz których z graczy rzucał nawiązanie do triumfu - a to że powstał nowy poemat, a to że upieczone na tamtą okazję bułki dostały własną nazwę i cieszą się niesłabnącą popularnością. Nie pamiętam, kto wtedy w końcu wygrał (a może nas Rzymianie na taczkach wywieźli?), ale na pewno pamiętam, że bułki nazywały się łyski, bo triumfującym senatorem był nieco łysawy Manlius.

Nie dla wszystkich

Mimo zalet, Rome ma jedną cechę, którą niektórzy mogą poczytywać za wadę. Nie jest to gra dla wszystkich. Gra się twardo, jest też bardzo duża interakcja między graczami, dlatego łatwo jest osobiście odebrać atak na swoją frakcję. Najgorzej jest, kiedy dwóch graczy zawiąże pakt przeciw jednemu i będą sabotować jego akcje. Widziałam już parę razy, jak jeden z graczy wyszedł trzaskając drzwiami, a nie dojechaliśmy nawet do połowy rozgrywki. Generalnie - zasiadając do planszy trzeba liczyć się z tym, że jest to gra polityczna, dyskusje bywają gorące i każda partia jest obciążająca psychicznie. Im mniej zagrożeń z zewnątrz, tym gorzej, dlatego mniej wytrwałym polecam wczesną Republikę, kiedy senatorzy muszą się zjednoczyć, dojść do porozumienia i pokonać wrogie armie.

Podsumowanie

Rome to niezwykle rozbudowana gra planszowa, która jednak przy całej swojej złożoności nie przytłacza nadmiarem szczegółów lub niezrozumiałymi zasadami. Twórcom udało się wykreować niezwykle klimatyczną planszówkę, która dostarcza wielu emocji przy każdej partii. Pewnym minusem może być czasem nadmiar owych emocji, szczególnie negatywnych, ale cóż poradzić, to w końcu gra polityczna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz