15 maja 2015

Death Parade - recenzja

Podstawowe informacje
Gatunekpsychologiczne, dramat
Rok wydania2015
Długość12×24 minut
Inne tytułyデス・パレード
StudioMadhouse
Reżyser, projektYuzuru Tachikawa
MuzykaYūki Hayashi
Po obejrzeniu openingu można pomyśleć, że będziemy mieli do czynienia z pogodnym anime o grupie znajomych prowadzących bardzo ładnie urządzony bar. Mamy chwytliwą, wpadającą w ucho muzykę, przedstawienie bohaterów tańczących i śmiejących się przez cały czas. Na pewno będzie zabawnie, energicznie i ogólnie fajnie. Komedia na sto fajerek, co nie?
A pamiętacie opening Puella Magi Madoka Magica?
Dwie osoby trafiają do tajemniczego baru Quindecim. Co ciekawe, żadna z nich nie pamięta, jak się tam właściwie znalazła. Próby opuszczenia przybytku kończą się fiaskiem, zaś para zostaje uprzejmie zmuszona przez barmana do wzięcia udziału w grze, w której stawką ma być ponoć ich życie, jednak klienci niespecjalnie w to wierzą. Godzą się grać, byle tylko w końcu opuścić bar i wrócić do swoich spraw. Czy im się to uda? To właściwie bez znaczenia. Wygrana i przegrana nie mają w końcu nic do rzeczy. Tak naprawdę klienci są już od dawna martwi, zaś przebieg gry i wracające co jakiś czas wspomnienia mają za zadanie ujawnić ich charakter i umożliwić arbitrowi ocenę, czy zasługują na reinkarnację, czy też ich dusze zostaną strącone w otchłań.
Serial mógłby być zbiorem osobnych odcinków, które niewiele mają ze sobą wspólnego. W końcu "klienci" pojawiają się, grają w grę, a potem odchodzą, by już nigdy się nie pojawić. Tak jednak nie jest - w każdym odcinku dostajemy mały kąsek informacji i wydarzeń, które sklejają wszystko w całość i powoli, powoli prowadzą do emocjonującego finału. Trudno mi cokolwiek więcej napisać, by nie zaspoilerować, jako że twórcy naprawdę się napracowali, by widz dostał dokładnie tyle, ile potrzebuje, na dodatek w odpowiednim momencie.
Na szczególną uwagę zasługują również postaci. Nawet, jeśli pojawiają się przelotnie, jak czynią to klienci, czy też zostają z nami przez wszystkie odcinki, każdy ma tutaj nakreśloną historię i charakter, które nie popadają w utarte schematy. Poszczególnych arbitrów po prostu nie da się nie lubić, zaś na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się Decim, którego widać na plakacie. To on jest jedną z dwóch postaci, na których skupia się seria, ale o reszcie ćśś... Spoilery.
Oprócz świetnie poprowadzonej historii, niebanalnej tematyki i ciekawych postaci, Death Parade cieszy oczy świetną animacją. Studio Madhouse jest znane ze współpracy ze studiem Ghibli, Square Enix, a nawet Disneyem, oraz z tytułów takich jak Hunter x Hunter, Kiseijuu: Sei no Kakuritsu, Claymore czy Code Geas i wielu innych. W żadnym z nich nie można było na dobrą sprawę narzekać na braki w animacji, zaś jeśli chodzi o Death Parade, studio zdecydowanie postanowiło pokazać, jak przerobić górę pieniędzy z budżetu w świetną animację. Pomimo ograniczenia miejsca akcji głównie do samego baru, nie można narzekać na nudne tła i scenerie.
Jeśli chodzi o ścieżkę dźwiękową, to zdecydowanie opening miażdży, jednak na tym mniej więcej się kończy. Przez całe anime nie było bodaj jednego utworu, który jakoś mocniej przykułby moją uwagę. Nie chodzi o to, że ścieżka dźwiękowa jest kiepska - raczej wszystkie utwory są takie... nijakie. Po prostu. Nie stanowią niczego ponad tło całości.

Podsumowując

Death Parade to zdecydowanie anime warte polecenia. Przedstawiona historia trzyma do samego końca, postaci po prostu nie da się nie polubić, na dodatek anime trzyma bardzo wyrównany poziom przez cały czas. Zdecydowanie jest to jedna z najbardziej wyróżniających się produkcji ostatniego czasu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz