3 lipca 2015

Akatsuki no Yona - recenzja

Podstawowe informacje
Gatunekprzygodowe, fantasy, romans, shounen
Rok wydania2014
Długość24 x 25 minut
Inne tytułyThe girl standing in the blush of dawn, Yona of the Dawn
StudioPierrot
AutorMizuho Kusanagi
ProjektShinichi Inotsume
ReżyserKazuhiro Yoneda
MuzykaKunihiko Ryo
Świat stylizowany na dawną Koreę, smoki, wojownicza księżniczka i spora garść bishounenów, do tego wszystko przewiązane piękną wstążką ładnej animacji i klimatycznej muzyki - przed Państwem Akatsuki no Yona, jedno z najgorętszych anime poprzedniego roku.

Historia

Fabuła rozgrywa się w fikcyjnym królestwie Kouka, stylizowanym na Koreę z okresu Trzech Królestw. Młoda następczyni tronu Yona ma wkrótce świętować swoje szesnaste urodziny, jednak księżniczka jest dużo bardziej przejęta przybyciem kuzyna Soo-wona, do którego żywi głębsze uczucia, niż obowiązkami wynikającymi ze swojej pozycji. Córka króla Ila jest w większej mierze rozkapryszonym dzieckiem, rozpuszczonym jeszcze dodatkowo przez życie w dostatku i błogiej nieświadomości co do spraw królestwa. Sielankowe życie Yony zmienia się jednak błyskawicznie w noc po przyjęciu, kiedy to na jej oczach Soo-won z zimną krwią morduje dobrotliwego władcę. Księżniczka ma być następna, jednak dzięki pomocy osobistego ochroniarza i bliskiego przyjaciela Haka, udaje jej się uciec.
Zrozpaczona Yona ma teraz za zadanie nie tylko utrzymać się przy życiu i nie dać złapać kolejnym grupom pościgowym wysłanym przez kuzyna, ale i odnaleźć sposób, by przywrócić sobie należne miejsce. W tym momencie pojawia się element fantastyczny. Księżniczka jest dalekim potomkiem mitycznego króla Hiryuu, który był nie kim innym, ale najprawdziwszym smokiem. Chroniły go cztery inne smoki i teraz to ich potomków musi znaleźć Yona, by uzyskać ich pomoc w odzyskaniu tronu.
Fabuła na pierwszy rzut oka brzmi niezwykle prosto. Mamy rozpieszczoną do granic możliwości księżniczkę, która będzie szybko musiała przejść przemianę charakteru, by sprostać postawionym przed nią wyzwaniom. Do tego trzeba będzie zebrać trochę pokemonów i skopać tyłek złemu kuzynowi, prawda? No nie bardzo. W Akatsuki no Yona zdecydowanie nie jest tak prosto, zaś cała sprawa wcale nie przedstawia się aż tak czarno-biało.
Akatsuki no Yona ma to do siebie, że żadna z głównych postaci nie jest negatywna ani wprost zła. Obie strony (Yona i Soo-won) mają swoje powody, by postępować tak czy inaczej, zaś odzyskiwanie tronu bardzo szybko przestaje być takim oczywistym rozwiązaniem. Podczas długiej podróży Yony po królestwie, widzimy w jak złym stanie Kouka znalazła się pod rządami króla Ila i jak zmienia się na lepsze, gdy na tronie zasiada Soo-won. Do tego okazuje się, że smoczy rycerze z mitów wcale nie są wszędzie traktowani tak, jak na to zasługują - błogosławieństwo smoczej krwi jest w większości miejsc traktowane bardziej jako przekleństwo, niż dar z niebios. Pojawiają się liczne postaci poboczne, jednak nawet, jeśli są przedstawione tylko na chwilę, wcale nie oznacza to, że brak im głębi czy realności.
Pod względem fabularnym Yona zdecydowanie plasuje się bardzo wysoko. Świat choć fantastyczny, został przedstawiony z niezwykłą dbałością o szczegóły, która dodaje mu mnóstwo realizmu. Autorzy nie próbują unikać tematów trudnych czy przykrych, ale z drugiej strony nie przesadzają w rozpływaniu się nad nimi. Mogłoby się wydawać, że mamy do czynienia z jakimś depresyjnym anime, tak jednak nie jest. Akatsuki no Yona ma mnóstwo elementów komediowych, które są jednak dobrze wyważone i nie przeszkadzają w odbiorze. Chociaż początkowo może się wydawać, że anime nieco się ciągnie, widać potem, że wszelkie retrospekcje i rozmowy bohaterów były konieczne do poprawnego nakreślenia ich wzajemnych relacji. Za doskonałe operowanie narracją autorom należy się duży plus.

Postaci

Jak już wcześniej pisałam, nawet postaci poboczne dostają trzy wymiary, więc co dopiero powiedzieć o tych głównych. Na dodatek wszystkie postaci mają swoje motywy i potrafią do nich dążyć w bardzo odmienny sposób, nawet, jeśli owe motywy są właściwie identyczne.
Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście tytułowa księżniczka Yona. Tak jak pisałam, poznajemy ją jako rozpuszczoną pannicę, która nie widzi wiele poza czubkiem własnego nosa i niespecjalnie przejmuje się troskami innych. To jej oblicze widzimy jednak tylko przez pierwsze kilka odcinków - potem podróż i ucieczka przed wojskami kuzyna sprawia, że Yona musi bardzo szybko nauczyć się podejmować trudne decyzje i walczyć o swoje. Kolejne wydarzenia dodają nowe cechy do jej charakteru, wszystko to jest zaś podyktowane logiką i prawdopodobieństwem. Można zapomnieć o magicznych przemianach o 180o - Yona powoli ewoluuje, by w ostatnich odcinkach stać się wojowniczką z krwi i kości.
Niestrudzony i niebywale silny ochroniarz Yony, Hak, zajmuje bezapelacyjnie najwyższe miejsce w sondach popularności postaci. Nic dziwnego - nie dość, że w walce dorównuje skutecznością całemu oddziałowi, to jeszcze jest bardzo zaradny i dozgonnie wierny Yonie i jej ojcu. Hak ma nieco cyniczne podejście do świata i w żadnej sytuacji nie boi się mówić, co myśli. W dzieciństwie Hak, Soo-won i Yona stanowili bardzo zżyte ze sobą trio przyjaciół, toteż zdrada Soo-wona jest dla Haka podwójnie bolesna, jednak mężczyzna zazwyczaj dusi w sobie tego typu myśli, nie chcąc przypominać Yonie o przykrych wydarzeniach. W ogóle cała relacja pomiędzy Hakiem i Yoną zasługuje na oklaski - zdecydowanie nie mamy tutaj do czynienia z banalnym romansem. Różnica pozycji społecznych, wspólne dzieciństwo i wciąż niewygasłe uczucia, które Yona żywi do Soo-wona sprawiają, że oczywiste sprawy przestają być takie oczywiste.
Do kompanii Yony sukcesywnie dołączają również smoczy wojownicy. Autorzy całkowicie uniknęli robienia z nich pokemonów, które trzeba było zebrać, żeby przejść do następnej części questa. Każdy z wojowników ma swoje powody i większość z nich wcale nie idzie za Yoną z poczucia obowiązku czy woli przeznaczenia, ale dlatego, że tego właśnie chce.
Na wspomnienie zasługuje też często przywoływany "zły" kuzyn Soo-won. Początkowo może on się nam jawić jako pozbawiony serca zbrodniarz, ale w miarę postępowania fabuły i kolejnych wydarzeń widać, że mamy do czynienia raczej z człowiekiem, który bardzo dokładnie przemyślał wiele trudnych spraw i pogodził się ze swoim losem. "Okrutny" jest określeniem, które kompletnie nie pasuje do Soo-wona. Na pewno nie można mu odmówić sprytu i doskonałej zdolności do rozpoznawania ludzkich charakterów. Przy tym sposób, w jaki prowadzi swoje rządy jest co najmniej niestandardowy. Anime na razie nie pokazuje nam zbyt wiele jeśli chodzi o tę postać, ale w drugim sezonie na pewno dowiemy się o wiele więcej (przynajmniej jeśli anime nadal będzie tak doskonale zgodne z mangą, jak do tej pory).

Muzyka i animacja

Kreska Akatsuki no Yona jest staranna, zaś kolory żywe i różnorodne. Nieprawdopodobnych zachwytów i unikalności nie ma - to po prostu kawał dobrze narysowanego anime.
Większą część ścieżki dźwiękowej stanowią dosyć obojętne utwory stylizowane na pasujące do realiów - usłyszymy tam trochę dawnych instrumentów, ale za to ani grama elektronicznych dźwięków. Muzyka stanowi dość przyjemne dopełnienie całości, jednak nie wybija się w żaden sposób. Inaczej rzecz się ma z openingami i endingami. O ile pierwszy opening (暁のヨナAkatsuki no Yona wykonany przez Kunihiko Ryo) był doskonale dobranym instrumentalnym utworem, który świetnie wprowadzał w klimat i nastrój anime, o tyle drugi opening (暁の華 Akatsuki no Hana wykonany przez zespół Cyntia) pasuje tutaj jak pięść do nosa. Niestety, rockowy kawałek pasuje bardziej do shounena ze sztukami walki, nie zaś do opowieści pokroju Yony. Rzecz z endingami ma się na dobrą sprawę odwrotnie - pierwszy z nich (夜 Yoru wykonywane przez zespół Vistlip) był... po prostu przeciętny i niezapadający w pamięć. Drugi (暁 Akatsuki, Akiko Shikata) dla odmiany po prostu miażdży, stanowiąc genialne połączenie chóru i tradycyjnych instrumentów. Doskonale dopełnia anime. Aż można żałować, że nie ilustruje całej serii...

Podsumowując

Akatsuki no Yona to świetnie zrobione anime, któremu na pewno warto poświęcić trochę czasu nawet, jeśli nie jest się miłośnikiem tego typu gatunku. Znajdziemy tu ciekawe postaci, nie do końca oczywistą historię i barwny, realistycznie przedstawiony świat, od którego trudno się oderwać. Zapowiedziany jest już drugi sezon, którego recenzja na pewno się tu pojawi, kiedy tylko obejrzę wszystkie odcinki, na które czekam z utęsknieniem.

2 komentarze:

  1. Jak miło, że tu trafiłam. Miałam ostatnio ochotę na jakieś lekkie, ale nieprzygłupawe anime - i chyba właśnie znalazłam godnego kandydata. Dzięki ^^.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że moja recenzja się przydała :) Recenzje anime też się tu od czasu do czasu pojawiają, także zapraszam do zaglądania w wolnej chwili

      Usuń