10 lipca 2015

Seirei no Moribito - recenzja

Podstawowe informacje
Gatunekprzygodowe, fantasy
Rok wydania2007
Długość26 x 25 minut
Inne tytułyGuardian of the Sacred Spirit, Moribito - Guardian of the Spirit, 精霊の守り人
StudioProduction I.G
AutorNahoko Uehashi (nowela)
ReżyserKenji Kamiyama
MuzykaKawai Kenji
Młody książę musi uciekać z zamku - nadworni wróżbici mówią, że opętany został przez groźnego, wodnego demona i tylko śmierć księcia może oddalić katastrofę, która czeka mieszkańców Nowego Imperium Yogo z rąk demona. Jedyną osobą, która w to nie wierzy jest matka księcia. Wynajmuje ona ochroniarza, którego zadaniem jest zabranie księcia z zamku i dbanie o jego bezpieczeństwo. Brzmi sztampowo? Gotowi na miłą niespodziankę?

Historia

Historia przedstawiona w Seirei no Moribito może na pierwszy rzut oka brzmieć dość prosto i niezbyt odkrywczo, odkrywczy jest jednak sposób jej poprowadzenia. Nie znajdziemy tutaj właściwie żadnych postaci negatywnych - motorem całej fabuły jest to, że mamy wiele postaci na różnych stanowiskach i z różnymi poglądami, które próbują ze wszystkich sił wybierać optymalne rozwiązania, mając do dyspozycji swoją często ograniczoną i błędną wiedzę. W miarę postępu fabuły dowiadujemy się, gdzie znajdowały się błędy w rozumowaniu każdej ze stron i z czego tak naprawdę one wynikały. Ścieżki każdej z grup zaczynają się zbiegać, by połączyć się w ostatnim odcinku doprowadzając wszystko do finału. Interesująca i bardzo życiowa nauka wypływa, gdy zastanowimy się, co tak naprawdę było przyczyną całego strachu przed demonem i gdzie właściwie znaleziono cały "przepis", jak sobie z nim poradzić. Coś dla miłośników historii.

Postaci

Na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się Balsa, ochroniarz księcia. Nieczęsto można w animacji spotkać kobiety, które mają na tyle bogate tło i motywy, a do tego tak świetnie radzą sobie z przeciwnościami losu, nie będąc jednocześnie pozbawionymi emocji potworami. Balsa dzierży włócznię jak nikt inny. Jest to skutek ciężkiego życia, jednak dokładną historię Balsy poznajemy dopiero w jednym z końcowych odcinków - wcześniej pozostają nam tylko domysły. W każdym razie bardzo spodobało mi się w tej postaci to, że jest bardzo konsystentna jeśli chodzi o projekt. Wszystko do siebie pasuje, wszystko ma też swoje uzasadnienie i nie jest ono wyssane z palca. Nawet głos został świetnie dopasowany.
Historia nie miałaby sensu, gdyby nie Chagum, czyli nasz nieszczęsny książę. Chagum całe życie mieszkał w pałacu i był uczony właściwej dla swojego statusu etykiety, jednak naturalna dobroć i dziecięca ciekawość sprawia, że bardzo szybko przystosowuje się do życia poza pałacem i innych zasad panujących wśród niżej urodzonych. Dużym plusem jest to, że Chagum nie boi się wypowiadać własnego zdania i przeciwstawiać działaniom, które według niego są złe (czego dowód dostaniemy kilka razy). Nie raz podczas oglądania przyszło mi do głowy, że chętnie zobaczyłabym go na cesarskim tronie jak rządzi swoim państwem.
Oprócz Balsy i Chaguma, do tej "frakcji" należy jeszcze starsza szamanka Torodai będąca zjawiskiem samym w sobie oraz jej wnuk Tanda - uzdrowiciel i młody szaman, który zna Balsę od dzieciństwa, nie raz też opatrywał jej rany. Kolejnymi pomocnikami jest Saya i Toya - dwójka przedsiębiorczych dzieci, którymi Balsa się opiekowała teraz zaś to one pomagają bardziej swojej "starszej siostrze".
Po stronie pałacu mamy Shugę - gwiezdnego wróżbitę, który wydaje się jedyną osobą na dworze wierzącą w to, że demon w ciele Chaguma wcale nie musi oznaczać śmierci chłopca. Shuga ujął mnie swoim szczerym, pozytywnym podejściem i dużą wrażliwością emocjonalną. Chociaż przez większość serialu można mu raczej współczuć - jest osamotniony w swoich poglądach i nawet musi radzić sobie z ostracyzmem pozostałych wróżbitów. W końcu jednak wychodzi na jego i to Shuga prowadzi ostatnią ekspedycję szukającą księcia Chaguma. W tym przedsięwzięciu pomagają Shudze łowcy - słowo "łowcy" może zabrzmieć negatywnie i przywodzić na myśl grupę pozbawionych skrupułów wojowników, jednak jest to ostatnie określenie, które można nadać tej grupie. Każdy z łowców jest niezwykły i utalentowany w danej dziedzinie, każdy jest też całym sercem oddany monarsze i księciu. Postawione przed nimi zadanie ich nie cieszy, jednak wykonują je dla dobra kraju, zaś na końcu walczą z narażeniem życia przeciw czemuś, co wymyka się ludzkiemu pojmowaniu.

Muzyka i animacja

Animacja w Seirei no Moribito świetnie dopasowuje się do klimatu przedstawionego świata i historii. Jest przyjemna dla oka i starannie dopracowana. Twórcy nie mają oporów przed pokazaniem nam pełnego detali tła - zarówno krajobrazów, jak i wnętrz. Każda z przedstawionych postaci różni się od innych i nie ma problemu z myleniem kogokolwiek, co niestety czasem się w anime zdarza.
Na uwagę zasługuje również muzyka, która naprawdę wpada w ucho i stanowi doskonałe dopełnienie całości. Twórcy zdecydowali się na użycie orkiestry z dodatkiem instrumentów tradycyjnych. Na dużą pochwałę zasługuje jedna z piosenek, która potem okazuje się kluczowa dla fabuły - żeby nie zdradzać zbyt wiele szczegółów powiem tylko, że naprawdę ujęło mnie w niej spokojne tempo i głos śpiewającego chóru.

Podsumowując

Seirei no Moribito to kawałek naprawdę świetnie zrobionego anime. Od powoli rozwijającej się historii, przez interesujące, wielowymiarowe postaci, aż po animację i muzykę - wszystko pasuje do siebie by stworzyć serial, który na długo zapada w pamięć i dobrze się kojarzy. Ja na pewno będę długo wspominać godziny spędzone z Chagumem i Balsą w Nowym Imperium Yogo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz