11 września 2015

Marsjanin - recenzja

Podstawowe informacje
Gatunekscience-fiction
AutorAndy Weir
TłumaczenieMarcin Ring
Rok wydania2014
WydawnictwoAkurat
Niedaleka przyszłość. Na Czerwoną Planetę przybywa trzecia misja badawcza Ares 3. Jednak pobyt sześciorga astronautów na Marsie kończy się po niespełna tygodniu, gdy nad powierzchnią planety przetacza się potężna burza piaskowa, zmuszająca naukowców do powrotu na Ziemię. Niestety - podczas ewakuacji ginie jeden z członków wyprawy i załoga z ciężkim sercem jest zmuszona pozostawić jego szczątki za sobą. A przynajmniej tak się wszystkim wydaje...
Jednak Mark Watney przeżywa. Cudem, ale jednak mu się udaje. Nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać, bo według najbardziej nawet optymistycznych kalkulacji, zanim na Marsa dotrze kolejna ekspedycja badawcza, już dawno skończą mu się zapasy. Mimo wszystkich przeciwności losu Watney nie traci ducha walki, tylko od razu zakasuje rękawy i bierze się do pracy.
Tak więc sytuacja wyglądała następująco. Utknąłem na Marsie. Nie mam jak uzyskać połączenie z Hermesem ani Ziemią. Wszyscy myślą, że umarłem. Jestem w Habie zaprojektowanym na przetrwanie trzydziestu jeden dni.

Jeśli oksygenator się zepsuje, uduszę się. Jeśli system odzyskiwania wody się zepsuje, umrę z pragnienia. Jeśli zostanie naruszona hermetyczność Habu, mniej więcej eksploduję. Jeśli żadna z tych rzeczy się nie wydarzy, w końcu skończy mi się jedzenie i umrę z głodu.

Mam przesrane.
Burza piaskowa zniszczyła wszelką możliwość komunikacji tak z Ziemią, jak i z resztą załogi na statku wracającym do domu. Co prawda Mark ma pod dostatkiem powietrza, które jest w pełni regenerowane, ale na pewno zabraknie mu jedzenia i wody. O te dwa zasoby niezwykle trudno na powierzchni planety tak niegościnnej, jak Mars, ale Watney jest pomysłowy. I zostaje pierwszym marsjańskim hodowcą ziemniaków.
Narracja Marsjanina jest prowadzona w głównej mierze z punktu widzenia Marka Watney'a, który zapisuje swoje plany i przemyślenia w formie elektronicznego dziennika. Mogłoby się wydawać, że tego typu relacja szybko się człowiekowi znudzi i będzie naszpikowana przeróżnymi naukowymi terminami, ale tak nie jest. Mark jest urodzonym optymistą, ma też niezłomne poczucie humoru i dar przekazywania nawet skomplikowanych rzeczy w bardzo przystępny sposób. Marsjanin to dużo bardziej science niż fiction, ale bardzo lekkostrawne i mimo ciężkiej sytuacji głównego bohatera, raczej wolne od przytłaczających przemyśleń.
Każda ludzka istota ma podstawowy instynkt by pomagać sobie na wzajem. Gdy ktoś zabłądzi w górach, inni organizują akcję ratunkową. Gdy trzęsienie ziemi burzy miasto, ludzie z całego świata przesyłają zapasy. Instynkt ten przejawia każda kultura. Bez wyjątków.
Po pewnym czasie oprócz narracji Marka dostajemy jeszcze wgląd w to, co dzieje się w NASA i na Ziemi w ogóle. Bo w końcu samotne poczynania Marka zostają zauważone, a ekipa z NASA dwoi i troi się, byle tylko utrzymać go przy życiu i bezpiecznie zabrać z powrotem do domu. Stanowi to ciekawą paralelę z tym, co dzieje się z Markiem. Tam jeden człowiek walczy o przetrwanie i sam sobie jest statkiem, sterem i kapitanem; tutaj zaś mamy całą doskonale zorganizowaną armię ekspertów pracujących na trzy zmiany, żeby tego jednego człowieka ściągnąć z powrotem na Ziemię. W końcu do głosu dochodzi jeszcze sama załoga, która musi otrząsnąć się z niesłusznego poczucia winy i zebrać w sobie siłę do niebezpiecznych działań.

Podsumowując

Marsjanin to książka zdecydowanie warta polecenia zarówno miłośnikom science-fiction, jak i osobom, dla których gatunek ten jest mało znany. Łatwo się zatracić i wpaść w pułapkę "jeszcze tylko jednego rozdziału". Chociaż Mark Watney dokładnie tłumaczy swoje pomysły na przetrwanie, autorowi udało się uniknąć bombardowania czytelnika naukowym słownictwem czy trudnymi przemyśleniami. Książkę bardzo przyjemnie się czyta i zdecydowanie zapada ona na długo w pamięć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz