25 grudnia 2015

One Punch Man - recenzja

Podstawowe informacje
Gatunekakcja, komedia, parodia, sf, seinen
Rok wydania2015
Długość12 x 25 minut
Inne tytułyワンパンマン
StudioMadhouse
AutorONE
ProjektYusuke Murata
MuzykaMakoto Miyazaki
Zanim zacznę recenzję, potrzeba tu krótkiego wstępu historycznego, by osoba niewtajemniczona wiedziała, z jakim dziełem ma do czynienia.
One-Punch Man zaczynał jako komiks internetowy rysowany przez amatora o nicku ONE, który traktował rysowanie komiksu jako luźne hobby. Komiks zyskał jednak tak dużą popularność, że w końcu do autora zgłosił się profesjonalny rysownik (Yusuke Murata), który zaoferował, że zajmie się rysowaniem komiksu i przerysuje dotychczasowe rozdziały. One-Punch Man stał się pełnoprawną mangą, a to jedynie zwiększyło jego popularność, aż w końcu ONE doczekał się ekranizacji swojego dzieła. Anime dosłownie zniszczyło wszelkie rankingi popularności i na długi czas zdominowało pierwsze miejsca, zostawiając rywali daleko w tyle. Ale co właściwie zadecydowało o tak spektakularnym sukcesie?
One-Punch Man opowiada historię przeciętnego człowieka, którego hobby to bycie superbohaterem. Mieszka on w małym mieszkaniu na obrzeżach miasta Z, poluje na promocje w supermarketach i ogląda telewizję siedząc w samych spodniach od piżamy. Poza tym jest łysy jak kolano, nieprawdopodobnie silny i wszystkich swoich przeciwników kładzie jednym ciosem (co jest dla niego dość frustrujące).
One-Punch Man to niegłupia parodia, przedstawiająca superbohaterów i złoczyńców w krzywym zwierciadle. Znajdziemy tu mnóstwo archetypów postaci oraz zgrane motywy charakterystyczne dla tego gatunku. Największą zaletą anime jest jednak to, że zdecydowanie nie ma tutaj przygłupiego humoru, fabuła nie znika również pod toną żarcików. Humor jest doskonale wpleciony w fabułę i wcale jej nie dominuje. Reakcje dwójki głównych bohaterów są po prostu bezcenne, chyba nigdy nie znudzi mi się ich oglądanie.
Plus jest też za postacie drugo- i "dalejplanowe". Chociaż superbohaterów jest na pęczki, wcale się nie mylą i każdy jest jedyny w swoim rodzaju. Dostajemy też dowód na to, że niewielka ilość czasu antenowego i skuteczność postaci wcale nie są wyznacznikami tego, jak popularna może ona być wśród widzów.
Za animację wzięło się studio Madhouse - czytelnicy moich poprzednich recenzji wiedzą zapewne, że należy ono do moich ulubionych. I tym razem mnie oczywiście nie zawiodło, a właściwie to prześcignęło wszelkie moje oczekiwania. Animacja One-Punch Mana kładzie jednym uderzeniem. Nie chodzi tylko o to, że w anime zobaczymy klatki dosłownie wyjęte żywcem z mangi - animacja jest bardzo dynamiczna i starannie narysowana. Doskonale oddaje intensywność i epickość walk, świetnie zrobione są też reakcje postaci na różne rzeczy.
Złośliwi zżymają się trochę, że pewnym minusem One-Punch Mana jest opening i ending, które nie do końca pasują klimatem do anime. Opening jest bardzo heroiczny i zapowiada właściwie zwykłego shounena, zaś ending spokojnie nadawałby się do jakiegoś słodkiego shoujo. Czemu tak? Powiedziałabym, że wbrew pozorom to dobrze pasuje do całości - w końcu nasz główny bohater jest herosem i kiedy wchodzi do gry, robi się gorąco. Jednak na dobrą sprawę większość czasu spędza żyjąc jak normalny człowiek. Nie raz widzimy go, jak wraca do domu z siatką z zakupami czy kiedy podlewa kwiatki. Sądzę, że opening i ending razem są w stanie uchwycić jakoś te dwie strony medalu. Gdyby twórcy postanowili dać coś, co będzie kolejną parodią, mogłoby wyjść dość żałośnie.

Podsumowując

One-Punch Man jest pozycją właściwie obowiązkową w tym roku. Już sam fakt przejścia mangi niemalże od zerowej popularności i katastrofalnej, amatorskiej kreski, do anime bijącego rekordy popularności, musi dowieść, że One-Punch Man ma "to coś", co sprawia, że nie można się oderwać od ekranu. Mnie ekranizacja porwała od pierwszego odcinka i z niecierpliwością czekam na kolejny sezon, który (tak przynajmniej wieść niesie) ma się pojawić jakoś za dwa lata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz