2 stycznia 2016

Legend of Galactic Heroes - recenzja

Podstawowe informacje
Gatuneksf, dramat, space opera, wojenne
Rok wydania1988 - 1997
Długość110 x 25 minut
Inne tytułyHeldensagen vom Kosmosinsel
Ginga Eiyuu Densetsu
StudioArtland
Magic Bus
Madhouse
AutorYoshiki Tanaka (nowela)
ReżyserNoboru Ishiguro
W dalekiej przyszłości kosmos podzielony jest między dwie frakcje: Galaktyczne Imperium i Sojusz Wolnych Planet. Kruchy pokój pomiędzy państwami trwa jedynie dotąd, dokąd któraś z frakcji nie zbierze wystarczająco dużo wojska i nie obmyśli dobrego planu ataku. W tej niestabilnej rzeczywistości ścierają się ze sobą nie tylko mocarstwa i floty, ale przede wszystkim jednostki i charaktery.

Historia

Imperium jest złe, a Sojusz dobry - taki czarno-biały podział podpowiadałaby intuicja. Nic bardziej mylnego - po obu stronach barykady mamy postaci, które grają czysto oraz te, dla których cel uświęca środki. Terytorium Imperium i Sojuszu połączone jest (a może raczej rozdzielone?) dwoma korytarzami - jeden z nich zamyka niezależna planeta Fezzan, drugi zaś imperialna forteca Iserlohn. Akcja rozpoczyna się, gdy młody szlachcic Reinhard von Lohengramm zaczyna zdobywać w Imperium coraz większe uznanie i władzę dzięki swojemu geniuszowi strategicznemu i wygranym bitwom. Podobną ścieżką, choć z zupełnie innych powodów, kroczy Yang Wenli - admirał po stronie Sojuszu, który pragnie zostać historykiem, jednak Sojusz wciąż potrzebuje jego talentu strategicznego.
Historia jest przedstawiona niemalże z każdego możliwego punktu widzenia - zobaczymy zarówno intrygi imperialnych salonów, czołowych polityków i działaczy Sojuszu, poznamy przemyślenia i strategie admirałów, a także przypatrzymy się, jak piloci spędzają czas pomiędzy bitwami. Przez kadr przewija się naprawdę mnóstwo postaci z każdej możliwej warstwy społecznej, jednak całość zrobiona jest tak, że nie ma problemu z pomyłkami.
Każdy z odcinków napakowany jest akcją. Wszelkie bitwy pomiędzy wrogimi armiami zostały przedstawione z bardzo dużą dokładnością i w stylu, który przypomina raczej bitwę morską lub pojedynek szachowy - są to bardziej starcia dwóch umysłów dowódców, którzy usiłują zastosować jakąś taktykę i w ten sposób doprowadzić swoją armię do zwycięstwa. A same armie są olbrzymie - liczby żołnierzy na froncie potrafią dojść do milionów.

Postaci

Jak już wspominałam, postaci w Legend of Galactic Heroes jest naprawdę dużo. Pierwsze skrzypce zdecydowanie gra para Reinhard von Lohengramm i Yang Wenli. Obaj charakteryzują się doskonałym zmysłem strategicznym i są genialnymi taktykami. Na dobrą sprawę tylko Yang Wenli ma jakiekolwiek szanse w starciu z Lohengrammem i Sojusz bardzo dobrze o tym wie. Na zmyśle strategicznym jednak podobieństwa między postaciami się kończą i na dobrą sprawę stanowią one niemalże swoje przeciwieństwa. Ta różnica między charakterami oraz przynależnością do frakcji została wprost po mistrzowsku wyeksponowana i podkreślona, przez co naprawdę nie można się doczekać kolejnych odcinków.
Para pierwszych skrzypiec zajmuje nam około 30% czasu antenowego, pozostałe 70% to pole do popisu dla postaci drugiego i dalszych planów. A jest co pokazywać, bo postaci jest mnóstwo i są naprawdę różnorodne. Yang Wenli i Lohengramm nie toczą przecież wojny sami, nie na samych walkach też skupia się anime. Bardzo interesujące dla mnie było przedstawienie oddziaływania pozostałych postaci na te inne. Zarówno Wenli jak i Lohengramm mają u swego boku osoby, bez których by sobie po prostu nie poradziły. Nie mówię tu o nieporadzeniu sobie podczas bitwy - oni nie poradziliby sobie życiowo. Wenli zatonąłby zapewne w morzu bałaganu, zaś Lohengramm... tu sprawa miałaby się pewnie nieco gorzej.

Muzyka i animacja

Anime powstało w latach osiemdziesiątych i nie ma na to rady - animacja i ścieżka dźwiękowa są zrobione w typowym dla tamtych czasów stylu. Chociaż animacja jest statyczna a kolory raczej płaskie, nie można powiedzieć, żeby produkcja została wykonana niestarannie lub gdzieś były jakieś niedociągnięcia. Właściwie to wręcz przeciwnie - kiedy po kilku odcinkach przyzwyczaiłam się już do odmienności stylu, zaczęłam dostrzegać, jak wiele szczegółów zostało narysowanych i z jaką dokładnością wszystko zaprojektowano. Kreska jest realistyczna - nie znajdziemy tu włosów w dziwnych kolorach ani nieanatomicznie dużych oczu. Daleka przyszłość przypomina swoją stylizacją lata, w których anime zostało wypuszczone. Legend of Galactic Heroes wyglądają na dobrą sprawę jak lata osiemdziesiąte ze statkami kosmicznymi.
Plus należy się za dobór muzyki. Nie pojawia się ona tak często, jak w nowych produkcjach, ale została za to bardzo dobrze dobrana. Obie frakcje konfliktu wyglądają na pochodzące z europejskiego kręgu kulturowego i taka też muzyka została wybrana. Podczas bitew usłyszymy orkiestrę symfoniczną, zaś część openingów i endingów jest śpiewana po angielsku.

Podsumowując

Legend of Galactic Heroes to romans na dłużej. Ze względu na wiek produkcji jest to pozycja raczej jednak dla koneserów gatunku, ale do specyficzności kreski można się przyzwyczaić. Anime wymaga pogłówkowania i oglądania w skupieniu, więc jest raczej mało relaksujące. Jednak jeśli ktoś szuka czegoś ambitnego, dłuższego i naprawdę epickiego, to trafił bardzo dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz